
Andrzej Dąbrowski Nie Żyje – Po ukończeniu Akademii Wychowania Fizycznego w 1953 r. Andrzej Dbrowski został skierowany do służby w jednostce wojskowej w Radomiu, gdzie uczył pilotów. Andrzej Dbrowski objął stanowisko kierownika Czarnego Radomia w 1974 roku i to pod jego wodzą radomska drużyna awansowała do najwyższej ligi polskiej w 1984 roku.Prowadził klub Czarny Radom przez 17 produktywnych lat. Stowarzyszenie Czarni Radom wręczyło nagrodę Andrzejowi Dbrowskiemu w 2017 roku w uznaniu jego zasług dla rozwoju siatkówki w Radomiu oraz pracy na rzecz klubu WKS Czarni Radom.
W sobotę 17 czerwca o godzinie 13:15 czasu lokalnego w Kościele Garnizonowym w Radomiu zostanie odprawiona Msza Święta w intencji śp. w Radomiu, gdzie uczył pilotów. Andrzej Dbrowski objął stanowisko kierownika Czarnego Radomia w 1974 roku i to pod jego wodzą radomska drużyna awansowała do najwyższej ligi polskiej w 1984 roku.Prowadził klub Czarny Radom przez 17 produktywnych lat. Stowarzyszenie Czarni Radom wręczyło nagrodę Andrzejowi Dbrowskiemu w 2017 roku w uznaniu jego zasług dla rozwoju siatkówki w Radomiu oraz pracy na rzecz klubu WKS Czarni Radom.
W sobotę 17 czerwca o godz. 13.15 w Kościele Garnizonowym w Radomiu odbędzie się msza święta pogrzebowa śp. Andrzeja Dbrowskiego. Urodził się w rodzinie inteligenckiej w powiecie kartuskim. W 1955 roku rozpoczął pracę pedagogiczną w Liceum Ogólnokształcącym w Kaliszu Pomorskim. Ucząc w Szkole Podstawowej nr 2 w Wejherowie, wystąpił w 1956 r. o odroczenie pracy, które umożliwiło mu podjęcie zajęć w warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego na stypendium naukowym.Po ukończeniu studiów podjął pracę jako asystent naukowy w warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego na wydziale narciarstwa, łyżwiarstwa, żeglarstwa i turystyki.
Karierę pedagogiczną rozpoczął w 1963 roku, najpierw jako nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 6 w Rumi, a następnie jako trener w Jacht Klubie „Gryf” w Gdyni.
W 1965 roku rozpoczął naukę wychowania fizycznego i obrony w Liceum Ogólnokształcącym w Wejherowie i pozostał tam aż do przejścia na emeryturę 26 lat i 2 miesiące później.
Był człowiekiem o wielu zainteresowaniach, ukończył AWF z uprawnieniami z piłki ręcznej, żeglarstwa, narciarstwa, spadochroniarstwa i gimnastyki leczniczej.Na przełomie lat 60. i 70. prowadził drużynę licealną z doskonałymi wynikami w okręgu.
Spędził lata jako czołowy trener w Junior District League po zebraniu zespołu utalentowanych licealistów, elektryków i piłkarzy „samochodowych”, tworząc Jantar Team.Zdaniem wychowanka LO i byłego zawodnika Zbigniewa Antczaka „pokonaliśmy tak znane drużyny jak Lechia Gdańsk i Polonia Gdańsk, a nawet walczyliśmy z mistrzem Polski GKS Wybrzeże”.Te cechy uczyniły go osobą niezwykle przystępną i przyjazną. Dzieło jego życia było poświęcone rozwojowi młodzieży i lekkiej atletyce. Zaszczepił w nas chęć rywalizacji, z naciskiem zarówno na wygrywanie, jak i przestrzeganie zasad. Adam Weltrowski, niedawny absolwent liceum, wspomina, że „nauczył nas szeroko rozumianej kultury, nie tylko fizycznej”.
Otrzymał wiele odznaczeń i nagród, w tym prestiżowy Złoty Krzyż Zasługi.Doceniam to, profesorze i współpracowniku.Boena Conradi jest dyrektorką Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im. Króla Jana III Sobieskiego w Wejherowie.Żegnaj, Andrzeju Dbrowskim„Dobre uczynki są nieśmiertelne, wszystko inne przemija”.Wielu zapamięta Profesora Andrzeja Dbrowskiego jako człowieka z pasją… Pływającego tam, gdzie jeszcze nie dotarł żaden statek, walczącego z żywiołami morza, wystawiającego się na ogromne próby, odkrywającego fascynujące nowe miejsca i ludzi… Jak ujął to ks. J. Kaczkowski to „życie pełne petard”, a potem, po przybyciu do portu, tym, którzy czekają.
i tym, którzy nie czekają, powrót do domu: najpierw do skromnego mieszkania pełnego szczęśliwych wspomnień w latach 1000- osiedle lecii; później do własnego domu w sennej wsi kaszubskiej. Byliśmy blisko oceanu, abyśmy mogli patrzeć w horyzont i marzyć o wyruszeniu w kolejną przygodę, bo „Życie to dla człowieka podróż” i „Musimy być flotą chmur”.Wspomnienia często towarzyszą nam podczas spacerów. Ulubieni koledzy z liceum i klasy, którzy nie zawsze interesowali się lekkoatletyką, są wyryci w pamięci. Musiał uważać na nich wyjątkowo, robiąc zakwaterowanie dla wszystkich próżniaków. Pewnie, że był w stanie. Po kilku instrukcjach klasa bawiła się, biegała i dyskutowała o kolejnych krokach w kierunku sprawności.
„Biorąc życie za kraty” to zdanie, które często wypowiadał. Nielicznym szczęśliwcom udało się wybrać w rejs po Zatoce Puckiej. Ich kapitan przeprowadził ich przez proces uzyskiwania uprawnień żeglarskich. Wzmocnili nas fizycznie i psychicznie. Być może wielu z nich żegluje teraz po oceanach, myśląc o swoim ukochanym nauczycielu.Po przejściu na emeryturę występował m.int spotkania „po latach” zaplanowane przez byłych kolegów „Sobieskiego”. Z wyjątkiem tego, że kiedy był na morzu, wiedzieli, że tam będzie.W Święto Edukacji i Wigilię Bożego Narodzenia brał udział w corocznych uroczystościach szkolnych. Tlił się w nim smutek, że nie wszystko się udało.
nie wszystko poszło właściwą drogą… od miejskiego zgiełku, po odwiedzinach znajomych, ale zawsze był uśmiechnięty, pełen energii i zadowolony z życia. Życie prywatne, które nie składa się wyłącznie z triumfów, zostało nieco ulepszone przez czas spędzony na łonie natury.W tym roku nie chodził na zajęcia i nie rozdawał opłatków. Był nieosiągalny pod telefonem. Musiał zdecydować, że ostatnia wyprawa nad błękitne morze jest w porządku. Może kiedy spojrzał w niebo, mógł rozróżnić słowa piosenki śpiewanej przez niezliczonych samotnych żeglarzy. „Chmury płyną w niebieską podróż / Do .
