
Adam Piekutowski Syn – W 2009 roku stwierdziłeś, że endoprotezę planujesz dopiero za 15 lat, bo po tym czasie zostanie Ci tylko… wózek inwalidzki. Czy nadal tak jest?Przyjemny uśmiech może być świetnym przełamaczem lodów w sytuacjach towarzyskich. Na razie odłożyłem to robienie. Robię, co mogę, aby utrzymać to kolano w dobrej formie. W wieku 40 lat jestem za stary na endoprotezę, a jeśli się zepsuje, utknę na wózku inwalidzkim.Po kontuzji kolano całkowicie się poddało. Uszkodzenie kolana obejmowało rozerwanie łąkotki, rozerwanie więzadeł przednich, tylnych i pobocznych oraz usunięcie połowy rzepki.
Chrząstki również zostały przestawione. Szkielet to wszystko, co zostało.Czy NFZ pokrywa tę usługę?Tak, ale będziesz musiał stać w kolejce przez co najmniej dekadę. Przeszłam wiele zabiegów i za wszystkie zapłaciłam sama. Nie byłoby trudno zgarnąć dziesiątki tysięcy złotych. Dlatego moje problemy z pieniędzmi stawały się coraz gorsze. Ale staram się zostawić ten rozdział za sobą i skoncentrować się na przyszłości.Ale chciałbym nieco bardziej rozwinąć ten temat. W latach 2005-2006 upadłeś z powodu wyniszczającej kontuzji lewego kolana. A potem co się stało?
Planowałem wrócić do gry przed ukończeniem 30 roku życia. Jedna operacja, druga… Wiesz, że nie mogłem dalej grać w piłkę. Ten nieoczekiwany rozwój sytuacji zbił mnie z tropu. W większości przypadków sportowcy przygotowują się do przejścia na emeryturę. Nie mogą zdecydować, czy przyszły rok to najlepszy czas, czy też powinni poczekać. Z dnia na dzień musiałem zrezygnować z piłki nożnej. Byłem tym zaskoczony. Nagle zdałem sobie sprawę, że z pokaźnej sieci przyjaciół kontaktowałem się tylko z niewielką ich częścią. Ponieważ nie byłem już użyteczny, przestałem otrzymywać poklepywanie po ramieniu.
Wisa Kraków i Jagiellonia Białystok „umyły ręce” od opłacenia moich rachunków medycznych i trwającej terapii. W tamtych czasach prezesem Jagi był Artur Kapelko. Próbowałam się z nim skontaktować, ale nagle przestał odpowiadać na moje telefony. Kiedyś pojawiłem się na stadionie Jagi, próbując wynegocjować z nim ugodę, ale on udawał, że mnie nie widzi i „zmył się” czym prędzej. Nie miałem czasu na angażowanie się w tak kosztowną grę w kotka i myszkę. Wpływ mojego leczenia na moich bliskich był głęboki.W miarę upływu miesięcy spędzałem coraz więcej czasu w środku.
Nie wierzę już w ludzką naturę. Szczegóły tego, jak znalazłem się w tej dziurze, nie są czymś, o czym swobodnie rozmawiam otwarcie. Ponieważ brakowało pieniędzy, przez przypadek podjąłem pracę w Anglii. Pełne wyzdrowienie zajęło mi ponad trzy lata. Moja niesamowita żona i ja jesteśmy głównie odpowiedzialni za moją nowo odkrytą trzeźwość. Zdecydowanie. Nawet jeszcze nie jestem człowiekiem żądnym zemsty. Szatnia piłkarska to święte miejsce, a jej wewnętrzne funkcjonowanie nigdy nie powinno być upubliczniane, a przynajmniej tak zawsze myślałem. Dlatego wyjaśniam ci wszystko w dość ogólnych pociągnięciach.
Nie będzie wymieniania nazwisk ani opisywania wydarzeń. Cieszyłem się dreszczykiem względnej izolacji podczas radzenia sobie z moimi problemami, ale nie interesuje mnie zwracanie uwagi na moją trudną sytuację ani przypisywanie winy.Odniosłeś się do kwestii monetarnych. W Wisie, która wówczas corocznie zdobywała mistrzostwo Polski, z pewnością nie żyłeś skromnie.Adam Piekutowski świętuje zwycięską bramkę Macieja Urawskiego w meczu o mistrzostwo Polski 2002–2003.Nie była to jednak kwota, która pozwoliłaby mi spokojnie przejść na emeryturę.
W Wisie szczególnie owocne były kontrakty “Franka”, “urawa” i Mirka Szymkowiaka. Warunki, które wciskano mi pod nos, zostały tam postawione, bo nie zostałem przywieziony do „Białej Gwiazdy” jako gwiazda, ale jako dobry ligowy zawodnik.Zamieszkałem w ładnym mieszkaniu i prowadziłem godne życie. Wszystko przestało być różowe, kiedy przez trzy lata co miesiąc musiałam płacić z własnej kieszeni za kolejne zabiegi.Wraz z Jakubem Wierzchowskim prowadzicie obecnie akademię szkolenia bramkarzy. Czy jest szansa na zysk?Wszystko zależy od twojej definicji. Brak „kokosów” nie jest tutaj głównym tematem.
Kuba i ja pochodzimy z Lublina. Mamy nadzieję, że uda nam się w jakiś sposób ulepszyć miasto. Od sierpnia zeszłego roku oficjalnie prowadzimy tę szkołę. Wcześniej jednak zajmowałem się trenowaniem bramkarzy.Nie mogę przecenić, jak satysfakcjonujące jest wykonywanie tej pracy. Kształcenie młodych bramkarzy to w klubach proces „utykania”. Drużyna często trenuje jako jednostka, a kursy prowadzi facet, który może, ale nie musi, mieć żadnego doświadczenia na pozycji bramkarza. Są też dzieciaki, które mają wielkie marzenia o zostaniu bramkarzami. Tutaj też można spotkać dziewczyny. Nasze treningi wykonujemy w grupach wiekowych, jak również indywidualnie.
Jeśli wolisz prywatną sesję jeden na jednego trwającą od dwóch do trzech godzin, możemy to uwzględnić.Katarzyna Kiedrzynek zgłosiła się do nas na rehabilitację swojego ciała. Niedawno dołączyła do francuskiego PSG i zrobiła immediate powrót do reprezentacji Polski kobiet.Ale to zależy całkowicie od umysłów i serc dzisiejszej młodzieży. Dziecko w wieku około 15 lat, przywiezione przez rodzinę do Ruchu Chorzów, wyjątkowo dobrze wypadło na moich sesjach.
Nieumiejętność przystosowania się do nowego otoczenia sprawiła, że wkrótce wrócił do Lublina. To oczywiście nie zmienia faktu, że wciąż jest młodym, obiecującym talentem.Podobnie jak Damian Podleny, jeden z naszych zawodników rozważa oferty z Salzburga i Borussii Dortmund. Na wyjaśnienia przyjdzie czas. Nie chcę mówić niczego, co mogłoby spowodować, że ogromna chmura .
